czwartek, 18 stycznia 2018

Tego dnia miałam przyjemność poprowadzić w BWA w Jeleniej Górze spotkanie autorskie mojej wieloletniej Przyjaciółki, Elżbiety Śnieżkowskiej-Bielak. "Powierniczce zmagań literackich i wzlotów poetyckich oraz pierwszej Czytelniczce tej książki" -  jak napisała w książce mi dedykowanej. Właśnie wczoraj po raz pierwszy promowała swoją najnowszą książkę: "Taniec z psychopatą". Ten szczególny wieczór było też okazją do spotkania znamienitych gości, min. w osobie pana Prof. zw. dr hab Henryka Gradkowskiego. O rozmowie, jaką przeprowadziłam z bohaterką spotkania napiszę w późniejszym czasie.

środa, 22 listopada 2017

W Domu Literatury we Wrocławiu 21 listopada w klubie Proza odbyło się spotkanie, w którym miałam przyjemność uczestniczyć. Spotkanie  z cyklu Dorzecze prowadził dr Karol Maliszewski, krytyk literacki, prozaik, poeta i wykładowca Uniwersytetu Wrocławskiego. Ten swoisty dialog  z autorami skupionymi we wspólnotach lokalnych ma na celu stworzenie płaszczyzny do rozmowy o literaturze. I tym razem prezentowało się środowisko literackie Jeleniej Góry (Elżbieta Śnieżkowska-Bielak, Lesław Wolak, Jan Owczarek, Miłosz Kamiński i Jan Hanc).
Poznając dorobek poszczególnych, zapraszanych autorów wchodzimy poza obszary miast, przyczyniając się tym samym do poszerzania regionalnych więzi twórców literatury. "Dorzecza  będą miały za zadanie odkłamywać  stereotyp Wrocławia  jako jedynego ośrodka literackiego na Dolnym Śląsku. Pozostałe miasta regionu, choć mniejsze, zamieszkane przez skromniejszą liczbę osób parających się różnymi odmianami pisarstwa, nie są literackimi pustyniami. Pisarskie życie istnieje tam nader mocno" Na spotkaniu zaprezentowałam swoje wiersze i miniatury poetyckie, jak również podkreśliłam, że w ostatnim czasie zajmuje mnie również publicystyka. Przypomniałam też swoje wywiady, które przeprowadziłam w latach 90 z O.Tokarczuk, M. Bocian, U. Benką oraz Nikosem i Aresem Chadzinikolau na Nadnyskich Spotkaniach Literackich w Zgorzelcu. Na spotkaniach, w których również uczestniczył dr Karol Maliszewski.

poniedziałek, 20 listopada 2017

19 listopada zakończył się XIV Międzynarodowy Festiwal Poezji w Polanicy Zdroju POECI BEZ GRANIC, w którym uczestniczyłam już po raz dziesiąty. Pisząc o festiwalu warto, a nawet należy powiedzieć, że inicjatorem tego wyjątkowego wydarzenia był wieloletni prezes Dolnośląskiego Oddziału Związku Literatów Polskich, Andrzej Bartyński. To właśnie w Polanicy znakomity poeta Andrzej Bartyński po rozmowie ze Zbigniewem Puchniakiem, Przewodniczącym Rady Miejskiej w Polanicy Zdroju, zaingurował w 2003 r. pierwszy Międzynarodowy Festiwal POECI BEZ GRANIC.
 I jak pisze we wstępie w dziesiątym almanachu, wydawanym na okoliczność festiwalu: "Powiedzieliśmy sobie, ma rozkwitać co roku. Co ma rozkwitać? Ma rozkwitać kwiat poezji - Międzynarodowy Festiwal Poezji w Polanicy Zdroju "Poeci bez granic". Bez jakich granic? Bez tych granic, które dzielą ludzi i narody szerząc nienawiść, pogardę i zniszczenie osiągnięć ludzkiej kultury, służącej dobru człowieka. Powiedzieliśmy sobie, ma rozkwitać i tak to się zaczęło"
Ważne miejsce w obecnym kształcie organizacyjnym festiwalu zajmuje uznany i ceniony poeta, o "niestrudzonej witalności organizacyjnej" Kazimierz Burnat, obecny prezes Dolnośląskiego Oddziału Związku Literatów Polskich. I jak co roku w festiwalu uczestniczą poetki i poeci z Polski i zagranicy. W tym roku gościliśmy przedstawicieli z Ukrainy, Litwy, Czech i Wietnamu.
XIV już edycja tego festiwalu zainspirowała mnie do przeprowadzenia rozmów między innymi z: prezesem Zarządu Głównego Związku Literatów Polskich, Markiem Wawrzkiewiczem, Andrzejem Walterem, członkiem Zarządu Krakowskiego Oddziału ZLP, Urszulą Zyburą, prezesem Wielkopolskiego Oddziału ZLP w Kaliszu, Verą Kopecką, członkinią Związku Pisarzy Czeskich oraz Zofią Mirską, członkinią DO ZLP. Rozmów, czyli wielu głosów na temat tego szczególnego wydarzenia, wpisującego się swoją długą tradycją w klimat i atmosferę miasta Polanicy. Udokumentowane wywiady przedstawiłam w Wydarzeniach.

poniedziałek, 6 listopada 2017

Byłeś, jesteś i na zawsze pozostaniesz w naszej pamięci... Bo tak właśnie zapisał się w moich wspomnieniach Tadeusz Siwek. Niezrównany poeta, autor niezliczonych piosenek, dziennikarz, słowem, człowiek o wielu talentach. Niezwykle barwna i ciekawa osobowość. Odszedł za wcześnie, tak jakby uświadamiając nam, grecką, starożytną maksymę, że "Wybrańcy Bogów umierają młodo". Po dzisiejszym wieczorze wspomnień jemu poświęconych w Osiedlowym Domu Kultury w Jeleniej Górze wróciłam smutna...
Bo cóż znaczą słowa wobec śmierci,  na którą nie ma ludzkiego odpowiednika, jak powiedział Ivo Andric.
Po raz ostatni spotkałam Tadeusza przed szpitalem w Jeleniej Górze na krótko przed jego śmiercią. Mimo postępującej choroby zdawał się być pogodny, jakby pogodzony z tym, co może się zdarzyć. W takich chwilach zwykłe słowa tracą swój sens, więc nie wiedziałam, jak go pocieszyć. Jak odnaleźć się w tej sytuacji.
Sala teatralna ODK wypełniona po brzegi, cisza, przygaszone światła i ciepły, elektryzujący głos aktorki Teatru Maska, Honoraty Magneczko-Capote, recytującej jego wiersze. I ta jego poezja w wierszach i piosenkach. Poezja niesamowicie szczera, trochę przekorna, ale też osobista i refleksyjna. I ten jego poruszający, charyzmatyczny głos, odtworzony z wcześniejszych nagrań video. To wszystko, "Dziś, gdy Ciebie nam brak.

środa, 25 października 2017

Jesienny, kolejny, październikowy dzień, ale dla mnie szczególny i wyjątkowy. 24 października w Klubie Muzyki i Literatury we Wrocławiu obchodziłam swój jubileusz 30- lecia pracy twórczej. Wyjątkowy, bo przecież tyle się zdarzyło, zapisałam wiele kartek w zeszytach, stron w komputerze i wciąż piszę... 30 lat, to szmat czasu, ale która z dekad była dla mnie najważniejsza? - zapytał mnie prezes DO ZLP, prowadzący moje spotkanie, Kazimierz Burnat. Zdecydowanie ta ostatnia. Te ostatnie 10 lat, w których wydałam większość swoich książek, w tym również ważną dla mnie pozycję pt.: "Odnalezieni na skrawku nieba". To właśnie w niej poczyniłam kilka znaczących wywiadów (z O.Tokarczuk, M. Bocian, J. Styczniem, B. Budzińską) oraz jeleniogórskimi twórcami, jak również zamieściłam niektóre, napisane przeze mnie recenzje książek. Do tematu wracam obecnie, prowadząc rozmowy i relacjonując ciekawsze zdarzenia w mieście i regionie. Co pogłębiają jeszcze ukończone niedawno studia dziennikarskie na Uniwersytecie Wrocławskim. Również po przejściu na emeryturę zaczęłam współpracę z MDK w Jeleniej Górze, tym samym poszerzając swoje spojrzenie na świat i zainteresowania młodzieży. Co było dla mnie istotne, z racji wcześniej wykonywanego zawodu - nauczycielki języka polskiego. Ważne było też inne pytanie prowadzącego spotkanie, odnoszące się do wzajemnych relacji "uprawianej" przeze mnie poezji i prozy. Poezja przecież penetruje inne obszary poszukiwań, jest tajemnicą i zagadką, dostrzega to, co niewidzialne. Operuje obrazem, skrótem, symbolem i metaforą. Natomiast proza jest jakby dopowiedzeniem poezji, stanowi niejako jej dopełnienie. Ponadto ciekawe i inspirujące były dla mnie prezentacje mojej twórczości (poezji i prozy) przedstawione przez zaproszonych na spotkanie gości. Bo przecież każdy postrzega otaczających nas ludzi i świat na swój indywidualny sposób. Z czego wynika różnorodność interpretacji, która daje wiele do myślenia... I to jest bardzo budujące! Miłym akcentem spotkania były też przerywniki muzyczne w wykonaniu kolegi po piórze, Ryszarda Stańko. I oczywiście obecność mojego szacownego męża, który zajął stanowisko przy moich książkach.

środa, 11 października 2017

Właśnie wróciłam z filmu pt.: "Twój Vincent". Film niezwykły i poruszający. Zachwycająca barwa kolorów, magicznych zabiegów malarzy, oddających niepowtarzalne piękno obrazów Mistrza, zaklinacza Słońca. Tylko w Muzeum Van Gogha w Amsterdamie mogłam, oglądając jego dzieła doświadczyć podobnych wzruszeń (w galerii zamieściłam zdjęcia z Muzeum). Genialne połączenie smutnej historii wielkiego geniuszu nie pozostawia nikogo obojętnym. Rysuje obraz Vincenta, człowieka niezwykłego, nad wyraz wrażliwego i zagubionego w życiu. Co wcale nie dziwi, bo przecież Wielka Sztuka, to pasmo wielu wyrzeczeń, rozczarowań i trudnych wyborów... To Vincent, jakiego nie znamy? To, dopracowane po mistrzowsku zestawienie i połączenie tragicznego życia malarza z jego sztuką. Fabuła trzymająca w napięciu i próba odpowiedzi na nurtujące pytania widza: Kim tak naprawdę był i czego pragnął w swoim samotnym, rozdartym szaleństwem życiu? Gdzie kończyła się granica jego twórczych inspiracji?
Podziwiamy i naśladujemy jego obrazy w niezliczonych reprodukcjach. Chociażby słynne "Słoneczniki", rozświetlone, o płomiennych, jaskrawych płatkach i wijących się łodygach. To między innymi o nich w jednym ze swoich listów pisał do brata Van Gogh: "Chcę ozdobić moją pracownię płótnami przedstawiającymi słoneczniki, gdzie czyste lub złamane chromy wybuchają na rozmaitych tłach". W "Słonecznikach" i innych jego obrazach zauważamy jakby obecność słonecznego żaru i liczne żółcienie. Tak rysują się na tle ukazanych w filmie "postaci", pociągnięte pędzlem samego Vincenta, zboża, słońce, a nawet lampy elektryczne.
Polecam ten film każdemu, zwłaszcza tym, którym nieobce są dzieła wielkich twórców. Ale też i smutkiem napawa mnie fakt, że wybitne i wrażliwe jednostki doceniane są dopiero po śmierci...



niedziela, 6 sierpnia 2017

Jestem w Holandii u córki i wnuczki. Po raz kolejny zachwycają mnie ludzie o innej mentalności, upodobaniach i kulturze. Urzeka mnie atmosfera miejsc, które znów odwiedziłam. Między innymi słynne wiatraki, które stoją jak przed setkami lat, zarówno wśród nowoczesnych domów w miastach, wzbudzając zachwyt turystów, jak i pośród pól. I nie tylko napędzają młyn, ale też urządzenia nawadniające. Taki wiatrak stał właśnie nieopodal domu córki, przy kanale, gdzie przy brzegu zwykle stała czapla, a w wodzie rosły niezwykłe manufary...Ale też uczestniczyłam w pokazie wytwarzania drewniaków. Niezapomniane wrażenia. Tłumy turystów i oczywiście wystawy kolorowych, o przeróżnych kształtach, tych jedynych w swoim rodzaju butów. Prawdę mówiąc miałabym problem z wyborem odpowiednich dla mnie, bo wszystkie były zadziwiające! No i oczywiście sery! Bo przecież Holandia to kraj serów! Długi, owalny stół, za stołem tradycyjnie ubrane panie niestrudzenie cały czas kroją sery do degustacji. A na blatach królestwo przeróżnych w smaku, zapachu, jakości i fakturze serów. Przy każdym gatunku obowiązkowy talerzyk do degustacji. Okazuje się, że holenderskie sery ( min.Gouda, Edam, Leerdamer) , znane na całym świecie od lat biorą swoje nazwy od miejscowości. Na przykład nazwa sera, zwanego w Polsce Edamskim bierze swą nazwę od miasteczka odalenego 40 km na płn od Amsterdamu. A bardzo stare, wieloletnie sery Gouda przybierają wygląd marmuru. I oczywiście tulipany, odwieczny symbol Holandii. Tulipany, przywiezione z Turcji zachwyciły Holendrów prawie 400 lat temu. I co ciekawe, w XVII w. kwiat ten pełnił funkcję pieniądza. Już tradycyjnie zakupiłam sobie kilka cebulek tych niezwykłych kwiatów na bazarze kwiatowym przy kanale Singiel w Amsterdamie. Kanały, jeziora, zalewy, rzeki, zabrane morzu i osuszone wciąż zajmują duże terytorium w Holandii. Woda, wszędzie woda, to niezwykły pejzaż tego nadmorskiego kraju. I Amsterdam, miasto jedyne w swoim rodzaju, znane z tolerancji, otwarte na świat. Miasto, zamieszkiwane przez 20 % cudzoziemców. Rozświetlone nocą, tętniące życiem w rozlicznych kafejkach, odwiedzanych przez miliony turystów.